DC Comics nie tylko wypuściło Wonder Woman w pustkę. Pojawiła się w 8. numerze All Star Comics w grudniu 1941 roku. Było to spokojne wystąpienie. Niezbyt udany debiut. Ale ona tam była.
Wkrótce otrzymała szerszą relację. Sensation Comics nr 1 opublikowano w styczniu 1942 r. Następnie w czerwcu ukazał się jej własny komiks, Wonder Woman nr 1. Czas jest na miejscu. Wydanie było przemyślane.
Człowiek stojący za tym mitem miał wyjątkowe pochodzenie. Postać została stworzona przez Williama Moultona Marstona. Używał pseudonimu Charles Moulton. Był nie tylko pisarzem. Był psychologiem.
Działalność naukowa ukształtowała bohaterkę. Podobnie jak sztuka. Harry G. Peter zilustrował jej pierwsze występy. Połączenie psychologii i wizualizacji wyznaczyło jej początkową ścieżkę.
Teorie Marstina wpłynęły na projekt postaci. Kluczowymi tematami były prawda, miłość i uległość. To nie był przypadek. Była to teoria akademicka stosowana w popkulturze.
W rezultacie powstała bohaterka inna niż wszystkie w Złotym Wieku Komiksu. Nosiła łańcuchy. Mówiła o empatii. Walczyła ze współczuciem.
Ten fundament położył podwaliny pod dziesięciolecia historii. Zostaje psychologia. Nawet gdy sztuka się zmieniła. Nawet wtedy, gdy pisarze wymieniali się nawzajem.
Pochodzenie jest jasne. Rozpoczął się grudzień 1941 roku. Psycholog i artysta stworzyli legendę. To nie była tylko rozrywka. To było oświadczenie.
Co to mówi o czasach, w których żyjemy? Pozostają pytania. Charakter pozostaje.




















