Dlaczego socjalizm pozostaje kontrowersyjną teorią ekonomiczną

29

Osoby biorące udział w marszu 1 maja w Nowym Jorku w 2019 r. Spencer Platt/Getty Images.

Socjalizm to doktryna ekonomiczna i społeczna, która przedkłada własność publiczną lub kontrolę nad własnością i zasobami naturalnymi nad interesy prywatne. Podstawową ideą jest to, że ludzie nie istnieją w izolacji. Żyjemy i pracujemy we współpracy. Dzięki tej współzależności wszystko, co zostanie wyprodukowane, uważane jest za produkt społeczny.

Każdy, kto przyczynia się do produkcji, zasługuje na swój udział. Społeczeństwo musi posiadać własność lub ją kontrolować dla dobra wszystkich swoich członków. Jest to dokładne przeciwieństwo kapitalizmu.

Konflikt z kapitalizmem

Kapitalizm opiera się na prywatnej własności środków produkcji. Umożliwia indywidualnym wyborom na wolnym rynku determinację dystrybucji towarów. Socjaliści argumentują, że system ten w naturalny sposób prowadzi do nieuczciwej koncentracji bogactwa.

Władza jest skoncentrowana w rękach nielicznych, którzy wygrywają konkurencję na wolnym rynku. Ci ludzie wykorzystują swoje bogactwo, aby wzmocnić swoją dominację. Oni wybierają gdzie i jak żyć. To ogranicza możliwości biednych.

Terminy takie jak wolność jednostki i równość szans wydają się puste dla ludzi pracujących. Jeśli, aby przetrwać, zmuszony jesteś wykonywać rozkazy kapitalisty, nie jesteś naprawdę wolny.

Prawdziwa wolność i równość wymagają społecznej kontroli zasobów, które stanowią podstawę dobrobytu. Karol Marks i Fryderyk Engels sformułowali to jasno w Manifeście Komunistycznym (1848). Napisali, że w społeczeństwie socjalistycznym „swobodny rozwój każdego jest warunkiem swobodnego rozwoju wszystkich”.

W czym socjaliści się nie zgadzają?

To podstawowe przekonanie pozostawia miejsce na poważne spory wśród socjalistów. Największe tarcia powodują dwa kluczowe punkty.

Pierwsza dotyczy tego, jaką część majątku społeczeństwo powinno objąć na własność. Niektórzy uważają, że prawie wszystko powinno być własnością publiczną. Jedynymi wyjątkami są przedmioty osobiste, takie jak odzież. Angielski humanista Sir Thomas More przedstawił to w Utopii (1516).

Inni akceptują prywatną własność gospodarstw rolnych, sklepów oraz małych i średnich przedsiębiorstw. Nie uważają, że cała własność prywatna ma charakter wyzysku.

„Swobodny rozwój każdego jest warunkiem swobodnego rozwoju wszystkich”.
— Karol Marks i Fryderyk Engels, „Manifest Partii Komunistycznej” (1848)

Centralizm kontra decentralizm

Druga różnica zdań dotyczy sposobu, w jaki społeczeństwo sprawuje kontrolę. Zwolenników dzieli się tutaj umownie na centralistów i decentralistów.

Centraliści chcą, aby kontrola publiczna była skupiona w organie centralnym. Najczęściej jest to stan. W niektórych przypadkach jest to państwo kierowane przez partię polityczną. Najlepszym przykładem takiego podejścia jest Związek Radziecki.

Decentraliści uważają, że decyzje powinny być podejmowane na możliwie najniższym szczeblu. Takie decyzje muszą podejmować lokalni mieszkańcy, na których wykorzystanie zasobów ma największy bezpośredni wpływ.

Konflikt ten trwał przez całą historię socjalizmu jako ruchu politycznego. Pozostaje nierozwiązany. Debaty na temat tego, kto kontroluje co i w jaki sposób, nadal kształtują dzisiejsze dyskusje na temat polityki gospodarczej.

Socjalizm nie powstał w fabryce. Pojawił się na boisku. Ruch jako siła polityczna kojarzy się z rewolucją przemysłową, ale idee za nim sięgają znacznie głębiej. Znacznie głębiej. Niektórzy historycy uważają nawet, że ich początki sięgają Mojżesza. Starożytni greccy filozofowie również mieli takie idee. Republika Platona opisuje klasę opiekunów, którzy posiadają wszystko wspólne: dobra, małżonków, dzieci. To ascetyczne. To wspólne.

Wczesne wspólnoty chrześcijańskie praktykowały prostszą wersję: współwłasność dóbr i wspólną pracę. Zakony monastyczne robią to do dziś. Thomas More w swojej książce Utopia połączył platonizm i chrześcijaństwo. Ta książka nie jest prawdziwym planem państwa socjalistycznego. To krytyka własnego społeczeństwa. More widział, jak duma, zazdrość i chciwość zniszczyły jego świat. Dlatego wyobraził sobie wyspę, na której ziemia i domy były wspólną własnością.

Wszyscy pracują na wspólnych gospodarstwach przez dwa lata. Domy wymieniane są co dziesięć lat, aby nikt nie przywiązywał się zbytnio do swojego dobytku. Pieniądze zostały zniesione. Po prostu zabierasz z magazynów to, czego potrzebujesz. Całe społeczeństwo pracuje tylko kilka godzin dziennie. Pozostałą część czasu spędzamy na wypoczynku. Brzmi to atrakcyjnie, dopóki nie zorientujesz się, że jest to komentarz na temat niedociągnięć szesnastowiecznego społeczeństwa chrześcijańskiego.

Pomysły nie pozostają długo na papierze. Przewroty religijne i polityczne zamieniły Utopię w wezwanie do działania. Podczas reformacji protestanckiej anabaptyści próbowali ustanowić w Munster ustrój wspólnej własności. Nie trwało to długo. Krwawy. Za nimi podążyli Diggers w Anglii. Po wojnach domowych (1642–1651) argumentowali, że Bóg stworzył świat do dzielenia się, a nie do prywatnego zysku. Wykopali wspólne ziemie, aby uprawiać rośliny. Nie odpowiadało to Protektoratowi Olivera Cromwella. Siłą rozwiązali tę grupę.

Te wczesne wizje miały charakter agrarny. To pozostało prawdą podczas rewolucji francuskiej. François-Noble Babeuf, dziennikarz i radykał, argumentował, że rewolucja zdradziła własne ideały. Wolność, równość, braterstwo. Skupił się na równości. Dla niego oznaczało to zniesienie własności prywatnej i podział owoców ziemi. Mówił o spisku mającym na celu obalenie rządu. Został stracony.

Ale rozgłos jego procesu uczynił go bohaterem. XIX-wieczni radykałowie, którzy nienawidzili kapitalizmu przemysłowego, spojrzeli na Babeufa i zobaczyli męczennika.

Od marzeń agrarnych po krytykę przemysłową

Termin „socjalista” wszedł do leksykonu około 1830 roku. Opisywał on radykałów, którzy chcieli oddzielić władzę przemysłową od kapitalizmu. Konserwatyści byli również oburzeni industrializmem. Nienawidzili sposobu, w jaki zniszczyła ustalony rolniczy styl życia. Gardzili biedą miast przemysłowych. Ale radykałowie byli inni. Chcieli równości. Wierzyli, że ludzie mogą wykorzystać naukę i historię do zbudowania nowego społeczeństwa.

Moralne oburzenie z powodu ubóstwa robotników nie wystarczyło. Potrzebowali planu.

Claude-Henri de Saint-Simon był jednym z pierwszych, który nazywał siebie socjalistą. Francuski arystokrata. Nie chciał publicznej własności środków produkcyjnych. Chciał kontroli społecznej poprzez centralne planowanie. Jego wizja? Naukowcy, przemysłowcy i inżynierowie kierują energią społeczeństwa. Będą przewidywać potrzeby. Poprawią efektywność.

Saint-Simon uważał, że system ten jest lepszy od kapitalizmu. Twierdził nawet, że historia to zaakceptowała. Wierzył, że historia toczy się etapami. Każdy etap ma swoje specyficzne klasy społeczne i dominujące przekonania. Feudalizm opierał się na arystokracji posiadającej ziemię i religii monoteistycznej. Industrializm opiera się na nauce, rozumie i podziale pracy.

Dlaczego więc nie pozwolić najbardziej wykształconym i produktywnym członkom społeczeństwa kierować gospodarką? Saint-Simon argumentował, że w społeczeństwie przemysłowym stosunki gospodarcze powinny znajdować się w rękach ekspertów. Mogliby kierować produkcją z korzyścią dla wszystkich. Nie chodziło o zagarnięcie środków produkcji. Mówiono o efektywniejszym ich zarządzaniu.

Robert Owen nie był teoretykiem siedzącym na kości słoniowej. Był przemysłowcem, którego ręce tkwiły w maszynach. Podczas gdy Henri de Saint-Simon rozwijał wczesne idee socjalistyczne, Owen testował je w fabryce.

Jego reputacja zaczęła nabierać kształtu w New Lanark w Szkocji. Pieniądze przynosiła fabryka tekstylna. Dużo pieniędzy. Ale przełamała także stereotypy pracownicze z początku XIX wieku.

Owen odmówił zatrudniania dzieci poniżej dziesiątego roku życia. Jak na ówczesne standardy było to radykalne. Produkcja była bardzo opłacalna. Była także niezwykle ludzka. Nie zrobił tego z miłości. Zrobił to, ponieważ wierzył w pewne założenie dotyczące tego, jak ludzie pracują.

Natura ludzka nie jest stała. To się tworzy.

Jeśli ludzie zachowują się samolubnie, okrutnie lub zdeprawowanie, argumentował Owen, dzieje się tak dlatego, że wymagają tego ich warunki społeczne. Zmień środowisko. Zmień osobę. Naucz je żyć i pracować w harmonii. I tak się stanie.

Ta wiara zabrała go za Atlantyk. W 1825 roku Owen kupił ziemię w Indianie. Założył Nową Harmonię. Celem było stworzenie samowystarczalnej wspólnoty spółdzielczej. Majątek musiał być współwłasnością. Stanowił poligon doświadczalny dla organizacji społecznej na szeroką skalę.

Projekt upadł po kilku latach. Owen stracił większość swojej fortuny. Eksperyment się nie powiódł.

Ale on nie przestał. Nie popadł w gorycz. Przesunął skupienie. Owen skupił się na stworzeniu infrastruktury do współpracy. Dużą wagę przywiązywał do związków zawodowych. Promował przedsiębiorstwa spółdzielcze.

Lekcja nie była taka, że ​​utopie działają. Lekcja była taka, że ​​struktury społeczne kształtują zachowanie. Owen spędził resztę swojego życia próbując stworzyć systemy, w których taka formacja mogłaby zachodzić w sposób naturalny. Nie na siłę. Poprzez projektowanie.

Wciąż debatujemy nad tym, czy natura ludzka jest wrodzona, czy nabyta. Owen postawił na to drugie.

Wizja Roberta Owena nie była jedyna. François-Marie-Charles Fourier, francuski urzędnik, dorównywał Owenowi pod względem wyobraźni, jeśli nie salda bankowego. Twierdził, że współczesne społeczeństwo jest zasadniczo zepsute. Instytucje takie jak małżeństwo i konkurencyjne rynki zmuszały ludzi do monotonnej pracy. Ta izolacja rodziła egoizm i oszustwo. Stłumiła ludzką potrzebę różnorodności.

W szczególności rynek rzucał jednostki przeciwko sobie w celu osiągnięcia zysku. Ta rywalizacja zabiła harmonię. Fourier dążył do społeczeństwa odpowiadającego rzeczywistym ludzkim pragnieniom. Nazwał go falansterem.

Jak działała falanster Fouriera

Phalanster była samowystarczalną społecznością liczącą około 1600 osób. Opierała się na zasadzie atrakcyjnej pracy. Pomysł był prosty: ludzie są wolontariuszami i lubią pracować, gdy ich zadania wykorzystują ich talenty i zainteresowania. Bądźmy jednak realistami. Nawet przyjemne zadania z czasem stają się nudne. Zatem każdy członek gminy wykonywał kilka zawodów. Przechodzili z jednej roli do drugiej, gdy zainteresowanie nimi malało lub rosło.

Dozwolone były inwestycje prywatne. Ale majątek był wspólny. Nierówność istniała, choć była ograniczona odgórnie.

Upadek Ikarii

Te motywy wspólnej własności i prostoty pojawiły się w powieści Etienne’a Cabeta z 1840 r. Podróż na Ikarię. W książce opisano samowystarczalną społeczność liczącą milion osób, łączącą przemysł z rolnictwem.

Zderzenie teorii z rzeczywistością często okazuje się chaotyczne. Rzeczywista Ikaria, którą Cabet założył w Illinois w latach pięćdziesiątych XIX wieku, była niewielka – rozmiarami bardziej przypominała falansterię Fouriera niż utopię miliona ludzi opisaną w jego książce. Nieporozumienia rozdzieliły grupę. Cabet opuścił wspólnotę w 1856 roku.

Inni wcześni socjaliści: Blanc, Blanqui i Proudhon

W latach trzydziestych i czterdziestych XIX wieku agitowali inni francuscy socjaliści. Louis Blanc, Louis-Auguste Blanqui i Pierre-Joseph Proudhon mieli różne wizje przyszłości.

Blanc napisał pracę „Organizacja pracy”. Promował finansowane przez państwo i kontrolowane przez pracowników „warsztaty społeczne”. Celem było zapewnienie wszystkim miejsc pracy. Miało to stopniowo prowadzić do społeczeństwa socjalistycznego.

Blanky był inny. Był rewolucjonistą. Za działalność na rzecz powstania spędził w więzieniu ponad 33 lata. Jego strategia była bardzo jasna: socjalizm wymaga przejęcia władzy państwowej. Musi tego dokonać niewielka grupa spiskowców. Gdy już dojdą do władzy, wprowadzą tymczasową dyktaturę. Skonfiskują bogaty majątek i przejmą kontrolę nad kluczowymi gałęziami przemysłu.

Pierre-Joseph Proudhon podszedł do tej kwestii z innej perspektywy. W pracy „Czym jest własność?” (1840) słynne stwierdzenie: „Własność to kradzież!

Nie było to całkowite potępienie jakiejkolwiek formy własności. Proudhon miał na myśli, że własność staje się narzędziem wyzysku, jeśli jest własnością kogoś innego niż sam właściciel. Jego idealne społeczeństwo obejmowało równe prawa do ziemi i zasobów. Osoby fizyczne lub małe spółdzielnie byłyby właścicielami tych zasobów i wykorzystywałyby je do zapewnienia sobie środków do życia.

Wymiana odbywałaby się na podstawie wzajemnie akceptowalnych umów. To był socjalizm wzajemny (mutualizm). Warto zauważyć, że funkcjonowałoby to bez interwencji rządu. Proudhon był anarchistą. Uważał państwo za instytucję przymusu.

Nalegał jednak, aby Napoleon III udzielił pracownikom bezpłatnych pożyczek bankowych w celu utworzenia spółdzielni wzajemnych. Cesarz odmówił.

Dlaczego Mars odrzucił utopijny socjalizm

Pomimo ich poświęcenia Karl Marks nie aprobował w pełni tych wczesnych socjalistów. Jest on, obok Fryderyka Engelsa, bezsprzecznie najważniejszym teoretykiem socjalizmu.

Marks i Engels nazywali Saint-Simona, Fouriera i Owena „utopistami”. Potraktowali to jako zniewagę. Porównali „fantastyczne obrazy” przyszłego społeczeństwa narysowane przez Owena i Fouriera z ich własnym podejściem „naukowym”.

Droga do socjalizmu, zdaniem Marksa, nie obejmowała tworzenia wspólnot modelowych. Dawanie przykładu harmonijnej współpracy nie zmieni świata. Zmiana nastąpiła poprzez zderzenie klas społecznych.

„Historia wszystkich dotychczas istniejących społeczeństw była historią walki klas”.

Naukowe zrozumienie historii pokazało, że walki te doprowadzą do triumfu klasy robotniczej. To był jedyny sposób na ustanowienie socjalizmu.

Filozofia niemiecka stała się formą wczesnych myśli Marksa. Widać to wyraźnie w jego wykształceniu. Studiował na uniwersytecie w Berlinie, gdy w niemieckich kręgach intelektualnych dominował głos Georga Wilhelma Friedricha Hegla. Idealizm Hegla argumentował, że historia jest rozwojem „ducha”. To nie był gładki proces. Zażądał walki. Agonia. Pokonywanie przeszkód w celu osiągnięcia samowiedzy.

Weźmy na przykład pojedynczych ludzi. Nie możesz zrealizować swojego potencjału wolności, jeśli pozostajesz w dziecinnym, młodzieńczym stanie. Duch rozwija się w podobny sposób. Rozwija się dialektycznie. Zderzają się przeciwstawne idee. Interesy się zderzają. Rezultatem jest większa samoświadomość. Niewolnictwo jest dobrym przykładem. Kiedyś uważano to za coś naturalnego. Do przyjęcia. Niewolnicy walczyli następnie o uznanie ich za jednostki. Pan i niewolnik zdali sobie sprawę ze swojego wspólnego człowieczeństwa. Upadło fałszywe poczucie wyższości mistrza. Duch ruszył do przodu.

Od idealizmu do materializmu

Marks napędzał silnik historii do przodu, ale zmienił paliwo. Hegel postrzegał historię jako samorealizację ducha poprzez konflikt. Marks widział to inaczej. Dla niego historia była historią walki klas o zasoby materialne. Interesy ekonomiczne napędzały tę maszynę.

Zastąpił filozoficzny idealizm Hegla materialistyczną teorią historii. Logika jest okrutna, ale prosta. Zanim ludzie będą mogli zrobić cokolwiek innego, muszą wyprodukować to, co niezbędne do przetrwania. Podlegają konieczności. Wolność, z punktu widzenia Marksa, jest aktem przezwyciężenia tej konieczności.

Konieczność zmusza ludzi do pracy. Tylko ci, którzy są wolni od tego przymusu, mogą rozwijać swoje talenty. To jest kompromis. Na przestrzeni dziejów wolność była ograniczana przez klasę rządzącą. Kontrolowali ziemię. Środki produkcji. Wykorzystywali pracę biednych.

Mistrzowie w społeczeństwach niewolników. Arystokracja w czasach feudalnych. Burżuazja w społeczeństwach kapitalistycznych. Wszyscy cieszyli się pewnym stopniem wolności. Ale kupili go, podporządkowując sobie niewolników, chłopów pańszczyźnianych i robotników przemysłowych. Proletariat zapewnił niezbędną siłę roboczą. Ceną za to były ich własne ograniczenia.

Dwustronna natura kapitalizmu

Kapitalizm jest siłą postępową. Zmienił świat przemysłowy. Uwolnił siłę produkcyjną. Ta moc ma potencjał uwolnienia każdego od konieczności. Jednak jest to również wyzysk. Oddala zarówno kapitalistów, jak i robotników od ich prawdziwego człowieczeństwa.

System potępia proletariat. Nie posiadają nic poza siłą roboczą. Wiodą życie pełne ciężkiej pracy. Tymczasem kapitaliści zbierają zyski. Jest to sytuacja niezrównoważona. Marks wierzył, że nieuniknionym skutkiem będzie wojna. Wojna, która położy kres wszelkim różnicom klasowym.

Depresja. Recesje. Konkurencja o pracę. Ta presja uświadamia pracownikom, że stanowią klasę. Proletariat jest uciskany przez burżuazję. Uzbrojeni w tę świadomość obalą swojego wroga klasowego. Powstanie będzie spontaniczne. Robotnicy przejmą kontrolę nad fabrykami. Kopalnie. Kolejami. Inne środki produkcji. W końcu przejmą rząd. Zamienią ją w rewolucyjną dyktaturę proletariatu.

Upadek państwa

W socjalizmie czy komunizmie Marks i Engels nie wyznaczyli wyraźnej granicy między tymi dwoma terminami. Samo państwo miało wymrzeć. Ludzie stopniowo pozbyliby się egoistycznych postaw wpojonych przez prywatną własność środków produkcji. Wolni od konieczności i wyzysku ludzie żyliby w prawdziwej wspólnocie. W miejscu, które daje każdemu możliwość rozwijania swoich talentów we wszystkich kierunkach.

Rewolucja nie była wydarzeniem przypadkowym. Zostało to z góry ustalone przez logikę samego kapitalizmu. Kapitaliści rywalizowali dla zysku. Czyniąc to, stworzyli własnych „grabarzy” w postaci proletariatu.

Rola rewolucjonisty takiego jak Marks ograniczała się do roli położnej. Nie mogli wywołać rewolucji. Mogli to tylko przyspieszyć. Aby złagodzić jej bóle porodowe.

Kwalifikacja doktryny

Taka była oficjalna doktryna. Pisanie i działalność polityczna dodały niuansu. Marks uznał, że socjalizm może pokojowo zastąpić kapitalizm. Anglia. Stany Zjednoczone. Kraje, w których proletariat otrzymał prawo głosu. Zasugerował także, że kraj półfeudalny, taki jak Rosja, mógłby stać się socjalistyczny bez uprzedniego przechodzenia przez kapitalistyczny industrializm.

Odegrał ważną rolę w Międzynarodowym Stowarzyszeniu Robotników. Pierwsza Międzynarodówka powstała w 1864 roku. Była to grupa przywódców związkowych. Nie wyłącznie rewolucyjny. Nie do końca oddany socjalizmowi.

Marks nie był sztywnym deterministą ekonomicznym, za jakiego go przedstawiają niektórzy krytycy. Rozumiał mechanizmy polityczne. Niuanse. Pozostał jednak przekonany, że historia stoi po stronie socjalizmu. Równy rozwój wszystkich ludzi w socjalizmie był dopełnieniem historii.

Przynajmniej w to wierzył. Mechanizm historii nadal działa. To, czy koła zębate będą dostosowane do równości, czy do wyzysku, to pytanie, które wciąż zadajemy.

W roku 1883 etykieta „marksistowska” już się przyjęła. To nie był tylko opis; to była marka. Głównym propagatorem tej ideologii stała się Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD). Powstała w 1875 roku z połączenia dwóch różnych grup: twardogłowej frakcji marksistowskiej i partii założonej przez Ferdynanda Lassalle’a.

Lascelles był rywalem Marksa. Niemiecki myśliciel wybrał inną drogę. Marks ostro skrytykował go później w swojej pracy „Krytyka programu gotajskiego”. Napisał, że Lassalle postrzegał ruch robotniczy przez „najwęższy pryzmat narodowy”. Lassalle chciał przekształcić Niemcy. Chciał wygrać wybory. Wierzył w wykorzystanie pomocy państwa do tworzenia spółdzielni produkcyjnych.

Marks zaśmiał się, słysząc to. Uważał, że socjalizm powinien być międzynarodowy. Wierzył w rewolucyjną transformację. Ostatecznie SPD stanęła po stronie Marksa. Jednak wrogość wobec Lassalle’a i jego zwolenników pokazała, że ​​myśl socjalistyczna końca XIX w. nie była monolityczna. były inne tendencje. Silne prądy.

Kiedy wiara spotyka się z finansami

Kapitalizm został potępiony ze wszystkich stron spektrum ideologicznego. Ale powody były bardzo różne. Niektórzy socjaliści byli wojującymi ateistami. Inni widzieli bezpośredni związek z boskością.

Saint-Simon, wczesny racjonalista, chciał czegoś więcej niż tylko zmian gospodarczych. Nawoływał do „nowego chrześcijaństwa”. Starał się zintegrować chrześcijańskie nauki społeczne z nowoczesną nauką i przemysłem. Cel? Społeczeństwo zaspokajające podstawowe potrzeby człowieka. Jego zwolennicy próbowali zbudować takie społeczeństwo. Stworzyli sektę znaną jako „religia inżynierów”. Łączyła powszechne braterstwo z wiarą w oświecony rząd.

Ta sama energia napędzała „Patrząc wstecz” Edwarda Bellamy’ego (1888). To była amerykańska powieść utopijna. Stała się bestsellerem. Po drugiej stronie kanału La Manche, w Anglii, duchowni anglikańscy, tacy jak Frederick Dennison Morris i Charles Kingsley, zapoczątkowali chrześcijański ruch socjalistyczny pod koniec lat czterdziestych XIX wieku. Ich argumentacja była prosta. Konkurencyjny indywidualizm kapitalizmu leseferyzmu popadł w konflikt z duchem chrześcijaństwa.

Lew Tołstoj odczuwał to samo przyciąganie. Rosyjski pisarz, anarchista i pacyfista znalazł wspólną płaszczyznę z tymi myślicielami.

Religia nigdy nie zdominowała teorii socjalistycznej. Ale połączenie pozostało. Istniał do XX wieku.

W latach sześćdziesiątych XX wieku wśród teologów katolickich w Ameryce Łacińskiej pojawiła się teologia wyzwolenia. Krytycy nazywali to próbą połączenia Marksa i Jezusa. W Wielkiej Brytanii Ruch Chrześcijańsko-Socjalistyczny był powiązany z Partią Pracy. To nie była tylko teoria. Miała władzę polityczną. Premier Gordon Brown należał do tego ruchu. Jego ojciec był pastorem metodystów. Z ruchem powiązany był także Anglik Tony Blair, który później przeszedł na katolicyzm.

Anarchistyczny kontratak

Pacyfizm i religia Tołstoja nie przekonały Michaiła Bakunina. Rosyjski anarchista był pretensjonalny. Był także okrutny.

Bakunin postrzegał religię, kapitalizm i państwo jako łańcuchy. Trzeba je było złamać. Tylko wtedy ludzie mogliby stać się wolni. We wczesnym eseju „Reakcja w Niemczech” (1842) napisał: „Pasja niszczenia jest także pasją twórczą”.

Ta wiara go motywowała. Przeskakiwał z jednego powstania do drugiego. Planował spisek za spiskiem. To doprowadziło go również do konfliktu z Marksem. Walka ta pomogła zniszczyć Pierwszą Międzynarodówkę w latach siedemdziesiątych XIX wieku.

Co do tego byli zgodni? Obaj chcieli bezklasowej i bezpaństwowej społeczności. Obaj chcieli, aby środki produkcji znajdowały się pod kontrolą społeczności.

Ale rozstali się. Marks nalegał, aby „dyktatura proletariatu” była etapem niezbędnym. Bakunin odrzucił to. Twierdził, że dyktatura robotnicza stałaby się bardziej opresyjna niż państwo burżuazyjne. Przynajmniej państwo burżuazyjne miało zorganizowaną klasę robotniczą, która mogła powstrzymać jego władzę.

Bakunin nie widział takiego czynnika powstrzymującego w państwie proletariackim. Widział tylko nowego właściciela.

Nauka współpracy Kropotkina

Peter Kropotkin i Emma Goldman wygładzili ostre krawędzie anarchokomunizmu, ale nie pozbawili go zębów. Kropotkin, jeden z rosyjskich emigrantów, którzy utworzyli ten ruch, nie opierał się na czystym idealizmie. Opierał się na danych. W swojej książce „Wzajemna pomoc” z 1897 r. wykorzystał teorię ewolucji Karola Darwina, aby udowodnić sprzeczną z intuicją tezę. Panujący wówczas darwinizm społeczny twierdził, że jedynym motorem sukcesu jest konkurencja. Kropotkin twierdził coś przeciwnego. Grupy, które przetrwały i prosperowały, to te, które współpracowały.

Emma Goldman, znana w USA jako „Czerwona Emma”, poszła inną drogą. Skupiała się na ucisku osobistym i instytucjonalnym. Atakowała filary społeczeństwa początku XX wieku: religię, kapitalizm, państwo i małżeństwo. W swoim eseju „Małżeństwo i miłość” z 1910 r. opisała małżeństwo jako instytucję, która zamienia kobiety w osoby całkowicie zależne. Nazwała je pasożytami. Aktywizm Goldmana nie był wyłącznie teoretyczny. Trafiła do więzienia za promowanie antykoncepcji. Jej prace pokazały, jak struktury ekonomiczne zmuszały ludzi, zwłaszcza kobiety, do zajmowania stanowisk podporządkowania.

Fabiańska strategia stopniowości

Podczas gdy anarchokomuniści domagali się całkowitego zniesienia państwa, w Wielkiej Brytanii narodziła się kolejna gałąź socjalizmu. Było bardziej miękkie. Miał charakter centralistyczny. To był socjalizm fabiański. Nazwa pochodzi od rzymskiego dowódcy Fabiusa Maximusa (Cunctatora). Członkowie Towarzystwa Fabiańskiego podziwiali jego taktykę. Unikał zaciętych bitew. Wyczerpał wojska Hannibala przedłużając wojnę i wyczerpując wroga.

Fabianie zastosowali tę logikę do polityki. Woleli stopniowość od rewolucji. Ich wersja socjalizmu przewidywała publiczną kontrolę własności, ale zarządzaną przez bezstronne, oświecone państwo. Wyobraźmy sobie rząd kierowany przez ekspertów. Członkami byli głównie intelektualiści z klasy średniej. George’a Bernarda Shawa. Sidneya i Beatrice Webb. Mąż Beatrice Webb. Grahama Wallace’a. Herberta Wellsa. Wierzyli, że perswazja i edukacja przyniosą zwycięstwo. Brutalna wojna klasowa była ślepym zaułkiem.

Początkowo nie tworzyli własnej partii politycznej. Nie działali poprzez związki zawodowe. Zamiast tego infiltrowali istniejące partie. Szukali wpływów w Partii Pracy. Zdobyli tam znaczące wpływy. Niewiele zrobili, aby stworzyć partię na początku XX wieku, ale ukształtowali jej dalszy kierunek.

Syndykalizm i mit strajku generalnego

Syndykalizm był bliższy anarchokomunizmowi w spektrum decentralistycznym. Inspirację czerpał z idei Proudhona. Wyrosła z francuskiego ruchu związkowego pod koniec XIX wieku. Syndicat to francuskie słowo oznaczające związek zawodowy. Na początku XX wieku stał się główną siłą we Włoszech i Hiszpanii. Reżimy faszystowskie stłumiły je tam. W Stanach Zjednoczonych pojawił się w postaci Robotników Przemysłowych Świata. Nazywano je „Wobblies”. Założyli tę organizację w 1905 roku.

Głównymi zasadami była kontrola pracowników i bezpośrednie działanie. Syndykaliści, tacy jak Fernand Peloutier, nie ufali państwu. Postrzegali go jako agenta kapitalizmu. Nie ufali także partiom politycznym. Uważali, że partie te nie są zdolne do radykalnych zmian. Ich celem było zastąpienie zarówno kapitalizmu, jak i państwa federacją lokalnych grup pracowniczych.

Jak chcieli to osiągnąć? Poprzez bezpośrednie działanie. W szczególności strajk generalny. Masowe przestoje w pracy, które sparaliżowałyby gospodarkę i obaliły rząd. Georges Sorel rozwinął tę ideę w swojej książce „Reflections on Violence” z 1908 roku. Nie uważał strajku generalnego za nieunikniony wynik historyczny. Nazwał to „mitem”. Mit, który mógłby zainspirować ludzi do obalenia kapitalizmu, gdyby wystarczająco wielu z nich podjęło działania.

Socjalizm gildyjny: opcja pośrednia

Socjalizm cechowy znajdował się pomiędzy syndykalizmem a fabianizmem. Był Anglikiem. W pierwszych dwóch dekadach XX wieku zyskał umiarkowaną liczbę zwolenników. Ruch zwrócił się w stronę średniowiecznych cechów. Były to stowarzyszenia rzemieślników, które ustalały własne warunki pracy.

Teoretycy tacy jak Samuel G. Hobson i GDH Cole opowiadali się za publiczną własnością przemysłu. Ale zorganizowali te gałęzie przemysłu w gildie. Każdy cech miał znajdować się pod demokratyczną kontrolą swojego związku. Rola państwa była niejednoznaczna. Niektórzy socjaliści cechowi chcieli, aby państwo koordynowało prace gildii. Inni chcieli ograniczyć jego rolę do obrony lub egzekwowania prawa.

Główna różnica w stosunku do Fabianów? Mniej władzy rządu. Socjaliści cechowi niechętnie przekazywali zbyt dużą władzę rządowi. Woleli autonomię cechów. Była to taktyka reformistyczna, ale trzymająca państwo na dystans.

Wielka schizma w socjalizmie

Był rok 1889. Świat obchodził setną rocznicę Wielkiej Rewolucji Francuskiej. W Parish dwie rywalizujące ze sobą konwencje socjalistyczne połączyły siły, aby stworzyć Drugą Międzynarodówkę. Miało to być odrodzenie starego Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników. To miał być projekt jedności.

Ale tak się nie stało.

W nowej grupie dominowali marksiści. W szczególności wpływ na to miała Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD). Nie był to wpływ wyłącznie teoretyczny. SPD stała się legalną siłą polityczną. Otto von Bismarck próbował ją zmiażdżyć. Próbował wszystkiego. Aresztowania. Zakazy. Prześladowanie.

Ale to nie zadziałało.

Wilhelm Liebknecht i August Bebel przekształcili SPD w partię masową. Zdobywali głosy. W wyborach parlamentarnych w 1890 r. otrzymali oni prawie jedną piątą wszystkich oddanych głosów. To jest znaczące. To jest moc.

Ale zwycięstwo wywołało kryzys. Jeśli można wygrać wybory, czy rewolucja jest konieczna?

Na tym polega istota konfrontacji rewizjonizmu i rewolucji.

Karl Kautsky na linie

Główny teoretyk partii, Karol Kautsky, próbował połączyć to, co nie do pogodzenia. Nazywa się to często stanowiskiem „ortodoksyjnym”. Kautsky argumentował, że SPD może uczestniczyć w polityce parlamentarnej, pozostając wierną rewolucyjnej doktrynie Marksa.

Próbował pogodzić głosowanie z barykadami.

To był kruchy argument. Sukces polityki wyborczej zrodził niebezpieczną kwestię. Czy okoliczności się zmieniły? Czy proletariat naprawdę potrzebował obalenia kapitalizmu metodami przemocy?

Tak uważali niektórzy przywódcy. Uważali, że Marks jest przestarzały.

Zdrada Eduarda Bernsteina

Na scenie pojawia się Eduard Bernstein.

Był przywódcą SPD. Uciekł do Anglii, aby uniknąć prześladowań ze strony Bismarcka. Tam komunikował się z Fryderykiem Engelsem. Spotkał się także z Fabianami. Byli to brytyjscy socjaliści, którzy wierzyli w stopniowe zmiany. Nie chcieli zniszczyć systemu. Chcieli to naprawić.

Bernstein obserwował rzeczywistą sytuację. Spojrzał na robotników.

Marks przewidywał, że sytuacja proletariatu będzie coraz bardziej rozpaczliwa. Takie było prawo materializmu historycznego. Biedni będą coraz biedniejsi, dopóki ich łańcuchy nie zostaną zerwane.

Bernstein widział coś przeciwnego.

Poprawiły się warunki życia. Warunki pracy ustabilizowały się. Dlaczego? Związki zawodowe zyskiwały na sile. Rozszerzono prawo wyborcze. Pracownicy dostali głos.

Dlatego Bernstein argumentował, że rewolucyjny obalenie kapitalizmu prowadzi donikąd i jest niepożądane. To zbyt niebezpieczne. Prowadzi to do mglistych, potencjalnie tyrańskich dyktatur.

W 1899 roku opublikował książkę Ewolucyjny socjalizm. Teza była prosta. Pokojowa transformacja jest bezpieczniejsza. To bardziej realistyczne.

Wojna na słowa

Reakcja była natychmiastowa. Wrogi. Okrutny.

Zaatakowali go Kautsky i inni ortodoksyjni marksiści. To była wojna polemiczna. Długi.

Ostatecznie w SPD zwyciężyli rewizjoniści. Partia porzuciła swoje rewolucyjne roszczenia. Przestali mówić o obaleniu państwa. Zaczęli rozmawiać o jego zarządzaniu.

Nie wszyscy się z tym zgodzili.

Róża Luksemburg pozostała zagorzałą zwolenniczką rewolucyjnego marksizmu. Nie wierzyła w narrację o stopniowych zmianach. Pozostała wierna staremu duchowi.

Dylemat Lenina

Podczas gdy Niemcy spierały się o teorię, Rosja zmagała się z rzeczywistością.

VI.I. Uljanow. Znany jako Lenin.

Przewodził bolszewickiej, czyli „większościowej”, frakcji Rosyjskiej Socjaldemokratycznej Partii Pracy. Zarzucano mu już, że zeszedł z drogi marksistowskiej.

Dlaczego?

Spójrzmy na Rosję pod koniec XIX wieku. Było półfeudalne. Kapitalizm przemysłowy prawie nie istniał.

Marks pozostawił lukę prawną. Zasugerował, że kraj taki jak Rosja mógłby przejść bezpośrednio od feudalizmu do socjalizmu. Pomiń krok pośredni.

Jednak standardowe stanowisko marksistowskie było twarde. Kapitalizm był etapem niezbędnym. Był potrzebny. Bez kapitalizmu nie byłoby sił wytwórczych potrzebnych do przezwyciężenia konieczności. Nie mieliście rewolucyjnego proletariatu.

Jak zbudować socjalizm bez bazy przemysłowej, którą Marks uważał za niezbędną?

Lenin przyjrzał się tej luce. Wiedział, że ortodoksyjna odpowiedź nie zadziała.

Lenin przeciwko reformistom

Standardowe stanowisko marksistowskie w Rosji było ewolucyjne. Lenin to odrzucił. Nie ufał klasie robotniczej, uważając, że nie jest ona w stanie samodzielnie wywołać rewolucji. W pracy „Co robić?” (1902) argumentował, że robotnicy pozostawieni sami sobie ograniczą się do drobnych zwycięstw. Wyższe wynagrodzenie. Bezpieczniejsze warunki pracy. I to wszystko. Żadnych zmian systemowych.

Dlatego potrzebowali wskazówek. Partia Awangardy zawodowych rewolucjonistów miała ich szkolić i kierować. Państwo rosyjskie było zbyt autorytarne dla organizacji otwartej. Impreza miała być tajna. Zdyscyplinowany. Elita.

Jego rywale w ruchu marksistowskim nie zgadzali się z nim. Uważali, że tworzy autorytarną strukturę. Manipulowanie przez Lenina głosowaniem kongresu partii ugruntowało nazwy, jeśli nie sam spór. Nazywał ich mienszewikami. “Mniejszość”. Został bolszewikiem. „Przez większość”.

Ten rozłam miał charakter nie tylko osobisty. Był ideologiczny.

Logika imperializmu

Zaangażowanie Lenina w natychmiastową rewolucję postawiło go w opozycji do rewizjonistów. Byli to marksiści, którzy wierzyli w stopniowe zmiany za pomocą środków demokratycznych. Lenin uznał to za zdradę teorii.

W Imperializmie, najwyższym stopniu kapitalizmu (1916) wyjaśnił, dlaczego europejska klasa robotnicza nie zbuntowała się. Twierdził, że to łapówka. Kapitaliści w Europie i Stanach Zjednoczonych wykorzystali „nieoczekiwane zyski”, aby kupić pokój. Skąd wzięły się te zyski? Z eksploatacji Globalnego Południa. Praca i zasoby w biednych regionach.

Pracownicy w krajach rdzenia mieli wyższy standard życia, ponieważ pośrednio czerpali korzyści z wyzysku kolonialnego.

Ale ta dynamika zawierała w sobie ziarno własnego zniszczenia. Imperializm wszędzie obnażył sprzeczności kapitalizmu. Nie tylko w ośrodkach przemysłowych. Ale także na terytoriach skolonizowanych.

To otworzyło nowe możliwości. Rewolucja nie musiała zaczynać się w najbardziej rozwiniętych krajach kapitalistycznych. Może się to zdarzyć na peryferiach. W krajach, w których kapitalizm nie osiągnął pełnego rozwoju.

Logika Lenina była prosta. Łańcuch pęka w najsłabszym ogniwie.

Pierwsza wojna światowa nie tylko przerysowała mapy. Zniszczył II Międzynarodówkę.

Do sierpnia 1914 r. wśród europejskich socjalistów panował silny konsensus. Jedyną wojną, o którą warto walczyć, była wojna klasowa przeciwko burżuazji. Zasada solidarności międzynarodowej była niezachwiana. Potem rozległy się strzały.

Większość wybrała flagę narodową zamiast internacjonalizmu. Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD) głosowała w Reichstagu za pożyczkami wojennymi. To było zdecydowane przełamanie. Socjaliści w innych krajach poszli w ich ślady, stając po stronie swoich rządów. Druga Międzynarodówka popadła w nieistotność.

Były też wyjątki. Szczególne stanowisko zajęli Róża Luksemburg i Włodzimierz Lenin. Postrzegali wojnę raczej jako łup imperialistyczny niż patriotyczny obowiązek. Ale byli w mniejszości.

W Rosji niszczycielskie skutki wojny zniszczyły reżim carski. To spowodowało próżnię mocy. Bolszewicy zareagowali szybko. Rewolucja rosyjska 1917 r. przyniosła Leninowi ogromny prestiż wśród rewolucyjnych marksistów. Wywołało to także nową debatę.

Luksemburg i inni przyglądali się uważnie. Widzieli, jak „dyktatura proletariatu” przekształcała się w dyktaturę Wszechrosyjskiej Partii Komunistycznej. Partia przejęła kontrolę. Ta zmiana zaniepokoiła wielu, ale zwycięstwo dało nadzieję. Jeśli Rosji uda się odnieść sukces, być może inne kraje pójdą jej śladem.

Lenin miał swoje własne zmartwienia. Przetrwanie wymagało pomocy. W szczególności pomoc od socjalistycznych sąsiadów. Potrzebował sojuszników.

Komintern i narodziny dwóch socjalizmów

W Moskwie odbyło się spotkanie w sprawie utworzenia Trzeciej Międzynarodówki. Nazywała się Międzynarodówką Komunistyczną lub Kominternem.

Reakcja była letnia. Kiedy delegaci spotkali się w marcu 1919 roku, perspektywy wydawały się ponure. Powstanie spartakusowskie w Niemczech upadło. Zakończyło się egzekucją Luksemburga i Karla Liebknechta przez siły kontrrewolucji.

Pomimo porażki Lenin nadal upierał się przy swoim. Powstał Komintern. Szybko jednak okazało się, kim naprawdę był.

Komintern był agentem Związku Radzieckiego, a nie międzynarodowego socjalizmu.

Pomiędzy obydwoma obozami otworzyła się przepaść. Z jednej strony – komuniści. Z drugiej strony są socjaliści, czyli socjaldemokraci.

Rozłam stał się instytucjonalny. Partie komunistyczne powstały w całej Europie. Rzucili wyzwanie istniejącym partiom socjalistycznym i samemu kapitalizmowi.

Ideologie znacznie się rozeszły.

Komuniści wyznawali marksizm-leninizm. Byli rewolucyjnymi marksistami. Wierzyli w potrzebę obalenia systemu.

Socjaliści byli bardziej zróżnicowani. Byli wśród nich rewizjoniści i niemarksiści. Łączyło ich jednak przywiązanie do pokojowych i demokratycznych metod. Odrzucali nieuchronność upadku kapitalizmu. Zamiast tego odwoływali się do względów etycznych.

W Anglii Richard Henry Towney znalazł odpowiedź w Partii Pracy. Opowiadał się za socjalizmem opartym na braterstwie. Podkreślił godność pracy. Koncentrował się na równej wartości wszystkich członków społeczeństwa. To nie było wezwanie do brutalnej rewolucji. Było to wezwanie do reformy moralnej.

Cień Stalina i opór kulturowy

Po stronie komunistycznej standardy ustanowił Józef Stalin.

Lenin zmarł w 1924 r. Rozpoczęła się walka o władzę. Stalin pokonał Leona Trockiego. Nakazał także likwidację Trockiego i innych rywali. Miliony innych osób zginęło podczas jego programów przymusowej kolektywizacji i industrializacji.

Uwaga Stalina uległa zmianie. Skupił się na „budowaniu socjalizmu w jednym kraju”. Zignorował globalną rewolucję, którą przewidywał Lenin.

Czasem zdarzały się odstępstwa od kursu. Antonio Gramsci, jeden z założycieli Włoskiej Partii Komunistycznej, sprzeciwiał się sprowadzaniu Marksa wyłącznie do pojęć ekonomicznych. Skupił się na hegemonii kulturowej. Twierdził, że klasy rządzące utrzymują kontrolę poprzez szkoły, kościoły i media. To sprzyjało uległości robotników.

Gramsci próbował przekonać innych komunistów o rewolucyjnym potencjale transformacji kulturowej. Nie udało mu się. Od 1926 r. aż do swojej śmierci w 1937 r. był więziony przez faszystowski reżim Mussoliniego.

Faszyzm był wspólnym wrogiem. Tłumił zarówno komunistów, jak i socjalistów.

We Włoszech, Hiszpanii pod rządami Franco i Niemczech pod rządami Guitery represje były szybkie. Partie socjalistyczne zyskały na popularności w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku. W Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji uczestniczyli w rządach koalicyjnych. W Szwecji w 1932 r. zwyciężyła Szwedzka Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza. Obiecała ona „dom ludowy”. Ich platforma opierała się na równości, trosce, współpracy i wzajemnej pomocy.

Ale wszędzie tam, gdzie faszyści doszli do władzy, pierwszymi celami byli socjaliści i komuniści.

Granice globalnego socjalizmu

W okresie międzywojennym zwycięstwa poza Europą były rzadkością.

W Stanach Zjednoczonych Eugene V. Debs kandydował na prezydenta w 1920 roku. Otrzymał prawie milion głosów. Stanowiło to niecałe cztery procent wszystkich oddanych głosów. To pozostaje najważniejszym punktem wyborów prezydenckich dla amerykańskich socjalistów.

W Indiach Mahatma Gandhi zyskał ogromne poparcie. Ale jego popularność wynikała z kampanii na rzecz niepodległości od Wielkiej Brytanii. W jego filozofii obecne były echa socjalizmu. Ale jego popularności nie sprzyjała ideologia socjalistyczna.

Marzenie o zjednoczonym światowym ruchu socjalistycznym legło w gruzach. Wojna zmusiła mnie do dokonania wyboru. Większość wybrała naród. Niewielka liczba ludzi wybrała rewolucję. A świat został podzielony na dwie różne rzeczywistości polityczne.

Mao Zedong stworzył Komunistyczną Partię Chin (KPCh) na fundamencie, który w niczym nie przypominał tradycyjnej teorii marksistowskiej. Zaczął w 1921 roku, ale pierwsze lata były katastrofą. Komintern popchnął rodzących się komunistów do sojuszu z siłami nacjonalistycznymi Czang Kaj-szeka. Chan zwrócił się przeciwko nim, gdy tylko stało się to na jego korzyść.

Mao nie miał innego wyjścia, jak tylko się wycofać. Przeniósł swoje siły na pola i góry, aby odzyskać siły.

To nie był tylko odwrót taktyczny. To była zmiana ideologiczna. Mao podtrzymał ideę Lenina o partii awangardowej, zmienił jednak źródło energii rewolucyjnej. Zamiast miejskiego robotnika przemysłowego zwrócił się do chłopstwa. Nazywał ich „wiejskim proletariatem”. To był sprytny rebranding.

W rękach Mao koncepcja narodu w dużej mierze zastąpiła koncepcję klasy.

Chiny przedstawiano jako biedny, uciskany naród. Wrogiem byli nie tylko lokalni właściciele ziemscy. Taka była cała struktura narodów imperialistycznych i ich burżuazyjnych kolaborantów. Ten nacjonalizm, zabarwiony komunizmem, pozwolił KPCh zmobilizować ogromną bazę poza miastami.

Rozłam powojennego socjalizmu

Druga wojna światowa wymusiła tymczasowe sojusze dla pozoru. Komuniści, socjaliści, liberałowie i konserwatyści – wszyscy razem przeciwstawiali się faszyzmowi. Unia wytrzymywała tak długo, jak spadały bomby.

Po zakończeniu wojny klej się stopił. Związek Radziecki ustanowił reżimy komunistyczne w całej Europie Wschodniej. Dla wielu zachodnich socjalistów nie było to wyzwolenie. Wyglądało to na ekspansję.

Zimna wojna zamieniła ten spór polityczny w ideologiczną przepaść.

Zachodni socjaliści zaczęli definiować siebie poprzez to, kim nie nie byli. Byli Demokratami. Sprzeciwiali się jednopartyjnemu rządowi Związku Radzieckiego i jego satelitów. Rozłam był czysty i brutalny.

Weźmy za najlepszy przykład brytyjską Partię Pracy. Wygrali wybory w 1945 roku przytłaczającą większością głosów. Stworzyli Narodową Służbę Zdrowia. Poddali duży przemysł i usługi publiczne pod kontrolę rządu. Byli socjalistami, ale nie komunistami.

Kiedy przegrali wybory w 1951 r., nie rozpoczęli rewolucji. Nie twierdzili, że głosy zostały skradzione. W sposób pokojowy przekazali władzę konserwatystom.

To pokojowe przekazanie władzy utorowało drogę demokratycznemu socjalizmowi. Kontrastuje to ostro z modelem sowieckim. Rozłam między tymi dwoma odgałęzieniami lewicy stał się obecnie trwały.

Twierdzenie komunistów o demokracji było sztuczką semantyczną. Opowiadali się za „demokracją ludową”, ale definicja ta opierała się na prostym założeniu: masy nie są gotowe, aby rządzić samodzielnie. Po wypędzeniu przez Mao Zedonga sił Czang Kaj-szeka z Chin kontynentalnych w 1949 r. nowa Chińska Republika Ludowa stała się „demokratyczną dyktaturą ludu”. Było to państwo jednopartyjne, które twierdziło, że działa w interesie ludu, niszcząc wrogów i budując socjalizm.

Wolność słowa? Konkurencja polityczna? Wszystko to uznano za burżuazyjne i kontrrewolucyjne. Ta logika nie ograniczała się do Pekinu. Stał się wzorem rządów jednej partii w Korei Północnej, Wietnamie, na Kubie i innych krajach. Pomysł był taki, że partia awangardowa wie najlepiej, a ludzie muszą poczekać.

Kompromis europejski: społeczna gospodarka rynkowa

Europa poszła inną drogą. Europejscy socjaliści nie próbowali obalić systemu; zmodyfikowali to. I w ten sposób wygrali wybory.

Kraje skandynawskie przewodziły temu ruchowi. Stworzyli „gospodarkę mieszaną” – termin, który brzmi biurokratycznie, ale opisuje bardzo realny kompromis polityczny. Własność prywatna pozostała w dużej mierze nietknięta. Państwo kierowało gospodarką i stworzyło masowe programy opieki społecznej. To nie był koniec kapitalizmu. To była jego klatka.

W ich ślady poszły inne partie. Weźmy na przykład Socjaldemokratyczną Partię Niemiec (SPD). W 1959 r. przyjęła Program Getynski (Bad Godesberg). Całkowicie porzucili retorykę marksistowską. Nowe zobowiązanie? „Społeczna gospodarka rynkowa”. Ich motto było proste: jak najwięcej rywalizacji, tyle planowania, ile to konieczne.

Niektórzy obserwatorzy z zadowoleniem przyjęli to zacieranie się granic. Nazwali to „końcem ideologii”. Bitwa pomiędzy czystym socjalizmem a czystym liberalizmem dobiegła końca. Osiągnięto kompromis.

Inni widzieli to inaczej. Radykalna lewica studencka lat 60. nie była pod wrażeniem. Argumentowali, że nie ma już realnego wyboru. Jest kapitalizm. Istnieje „przestarzały komunizm” bloku sowieckiego. Jest też biurokratyczny socjalizm Europy Zachodniej. Trzy pudełka. Żaden z nich nie był inspirujący.

Socjalizm afrykański i arabski: modernizacja poprzez tradycję

Podczas gdy Europa znalazła się na ścieżce pośredniej, upadek europejskiego kolonializmu w Afryce i na Bliskim Wschodzie stworzył przestrzeń dla nowych ideologii. Stare potęgi kolonialne były postrzegane jako kapitalistyczni imperialiści. Dlatego nowi przywódcy zwrócili się ku socjalizmowi, ale dostosowali go do lokalnych warunków.

„Socjalizm afrykański” i „socjalizm arabski” stały się terminami powszechnymi w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku. To nie były tylko slogany. Były to ramy polityczne łączące marksistowsko-leninowskie rządy jednej partii z odwoływaniem się do lokalnych tradycji. Często wspominano o gminnej własności gruntów. Celem była szybka modernizacja.

Tanzania jest doskonałym przykładem do studiowania. Julius Nyerere rozwinął ujamaa (w języku suahili „pokrewieństwo” lub „nepotyzm”). Program był egalitarny. Kolektywizowała ziemie wiejskie. Dążyła do samowystarczalności ekonomicznej. Nie udało jej się. Próba osiągnięcia samowystarczalności w państwie jednopartyjnym upadła pod ciężarem własnych ambicji. Ale sama próba miała znaczenie. Pokazała, jak socjalizm można dostosować do kontekstów pozaeuropejskich.

Wyjątek azjatycki: długoletnia Partia Socjalistyczna w Japonii

Doświadczenia azjatyckie znacznie różniły się od afrykańskich. Na kontynencie nie wyłoniła się żadna wyróżniająca się, oryginalna forma socjalizmu. Z wyjątkiem reżimów komunistycznych już ustanowionych w Chinach i innych krajach, Japonia wyróżniała się.

Było to jedyne państwo azjatyckie, w którym partia socjalistyczna wypracowała znaczącą i stabilną bazę wsparcia. Nie tylko protestowali. Rządzili. Czasami bezpośrednio kontrolowali rząd. Innym razem uczestniczyli w koalicjach rządzących.

To nie była fala rewolucyjna. To była instytucjonalizacja polityczna. Socjalizm w Japonii funkcjonował w ramach istniejącej struktury parlamentarnej. Nie dążył do zniszczenia państwa. Chciał to kontrolować.

Dlaczego sprawdziło się to w Japonii, a nie gdzie indziej? Odpowiedź kryje się w powojennym porządku. Japonia została okupowana, przywrócona i zintegrowana z zachodnią sferą gospodarczą. Japońska Partia Socjalistyczna musiała się przystosować lub umrzeć. Postanowili się dostosować. Zaakceptowali rynek. Koncentrowali się na prawach pracowniczych i opiece społecznej. Stali się raczej główną siłą polityczną niż rewolucyjnym zagrożeniem.

Reszta Azji postrzegała socjalizm albo jako narzędzie antykolonialnego oporu, albo jako sztywną, importowaną ideologię. Japonia postrzegała go jako partnera w zarządzaniu. Wyniki były zupełnie inne.

Dziedzictwo fragmentacji

Ku końcowi

Unikalne eksperymenty socjalistyczne w Ameryce Łacińskiej

Bądźmy szczerzy: Ameryka Łacińska nie wniosła nic nowego do teorii socjalistycznej. To prosty fakt. Jeśli spojrzymy na historię regionu, nie dostrzeżemy spójnej koncepcji ideologicznej gotowej do eksportu.

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych Fidel Castro podążał ścieżką marksistowsko-leninowską. Potem tempo spadło. Upadek Związku Radzieckiego w 1991 r. wymusił umiar, który utknął. Potem była teologia wyzwolenia. Zachęcała chrześcijan, aby na pierwszym miejscu stawiali biednych. Nie posunęła się jednak tak daleko, aby stworzyć wyraźny program socjalistyczny. To była moralność, a nie mechanizm polityczny.

Hugo Chavez próbował. Jego „rewolucja boliwariańska” w Wenezueli była rzeczą najbliższą unikalnemu latynoamerykańskiemu wyrazowi socjalistycznych impulsów. Ale nazywanie tego wyjątkowym jest hojnością. Poza zapożyczeniem nazwiska Simona Bolivara jako wyzwoliciela, Chavez tak naprawdę nie skojarzył socjalizmu z rzeczywistymi myślami i czynami Bolivara. To był branding, a nie filozofia.

Salvador Allende daje lepszy przykład. Jego próba zjednoczenia marksistów i reformistów w Chile jest być może najbardziej reprezentatywnym modelem socjalizmu Ameryki Łacińskiej końca XX wieku. Nie próbował naśladować Moskwy. Starał się działać w ramach ustroju demokratycznego.

W 1970 r. zwyciężył większością głosów w wyścigu trójstronnym. Od początku było to zwycięstwo kruche. Allenday działał szybko. Znacjonalizował zagraniczne korporacje miedziowe. Dokonał redystrybucji ziemi. Przekazywał bogactwo biednym. Odpowiedź była natychmiastowa i brutalna. Krajowa opozycja pomieszana z zagraniczną ingerencją. Nastąpił chaos gospodarczy. Rezultatem był wojskowy zamach stanu. Allend zmarł podczas niego. Dokładne okoliczności jego śmierci pozostają niejasne, a samobójstwo lub morderstwo nadal jest przedmiotem dyskusji. Ale rezultatem był koniec jego projektu.

Fala po Allende

Los Allende nie zabił tego pomysłu. Po prostu zmieniła swój kształt.

Kilku przywódców zastosowało się do jego przepisu. Nie używali czołgów. Korzystali z kart do głosowania. Hugo Chavez przewodził temu procesowi w 1999 r. Po nim na początku XXI wieku nastąpiła fala samozwańczych socjalistów lub lewicowych zwycięzców w Brazylii, Chile, Argentynie, Urugwaju i Boliwii.

Czy mieli wspólny program? Nie. Byłoby to zbyt uporządkowane. Ale ich polityczne nakładanie się było znaczące.

  • Zwiększenie świadczeń socjalnych dla ubogich.
  • Nacjonalizacja poszczególnych korporacji zagranicznych.
  • Redystrybucja ziemi z dużych majątków na rzecz chłopów.
  • Otwarty opór wobec neoliberalnej polityki Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Mniej interesowali się czystością teoretyczną, a bardziej korygowaniem zaburzeń równowagi. Celem zawsze było jedno: utrwalona nierówność.

Śmierć gospodarki nakazowej

Szerszym kontekstem tego wszystkiego jest upadek komunizmu. Jest to wydarzenie definiujące epokę. Najpierw Europa Wschodnia w 1989 r., potem Związek Radziecki w 1991 r.

Partie komunistyczne przetrwały. Korea Północna, Wietnam, Kuba i Chiny zachowały swoje flagi. Ale ideologia jest pusta. Pod koniec XX wieku Komunistyczna Partia Chin (KPCh) porzuciła znaczną część swojego marksizmu. Reformy gospodarcze faworyzowały własność prywatną. Zachęcano do rywalizacji na rynku. Pozostało jedynie naleganie Lenina na rządy jednej partii. Zmienił się silnik ekonomiczny. Kontrola polityczna pozostała.

Michaił Gorbaczow próbował przejść przez to pole minowe. Sekretarzem generalnym został w 1985 r. Wprowadził głasnost („otwartość”) i pierestrojkę („restrukturyzację”). Jego celem nie było stworzenie kapitalistycznego raju. Chciał naprawić nieefektywną gospodarkę nakazową. Chciał poprawić standard życia bez pełnej akceptacji rynków.

Głasnost był błędem. A raczej niezamierzona konsekwencja. Otwartość stworzyła przestrzeń polityczną dla krytyków komunizmu. Upadek reżimów w Europie Wschodniej wskazał drogę. Nie skończyło się spokojnie. Zakończyło się to nieudaną próbą zamachu stanu przeprowadzoną przez ortodoksyjnych komunistów w 1991 roku.

Zamach stanu nie powiódł się tak szybko i spektakularnie, że Związek Radziecki po prostu… upadł.

Komunizm nie umarł. Ale on umierał. A gdy stary model się rozpadł, nowe opcje z Ameryki Łacińskiej miały mnóstwo miejsca na rozwój. Nie odziedziczyli sowieckiej receptury. Odziedziczyli próżnię.

Pytanie nie dotyczy teraz teorii. Pytanie brzmi: przetrwanie. Przywódcy, którzy wznieśli się na ramionach Allende i Chaveza, stanęli w obliczu świata, w którym alternatywą dla neoliberalizmu nie była gospodarka nakazana przez państwo. To było coś bardziej zagmatwanego. Coś demokratycznego. Coś, na co musiał jeszcze odpowiedzieć rynek.

Trzecia droga i odrodzenie socjalizmu rynkowego

Koniec XX wieku przyniósł zmianę, która wstrząsnęła podstawami tradycyjnej teorii politycznej. Przeszliśmy do tego, co badacze nazywają gospodarką postindustrialną. W nowym krajobrazie wiedza i informacja były o wiele ważniejsze niż praca fizyczna czy produkcja surowców. Dla socjalizmu, który powstał jako bezpośrednia odpowiedź na kapitalizm przemysłowy, zmiana ta rodziła niewygodne pytania. Jeśli stary model przemysłowy odchodził w przeszłość, czy stary model socjalistyczny był nadal aktualny?

Wielu myślicieli doszło do wniosku, że tak nie jest. Ta świadomość wywołała intensywną debatę na temat „trzeciej drogi”. Pomysł był prosty na papierze. Zaproponowała stanowisko centrowe lewicy. Chciała utrzymać socjalistyczny nacisk na równość i dobrobyt. Chciała jednak porzucić harówkę związaną z polityką klasową i społeczną własnością środków produkcji.

Partia Pracy Tony’ego Blaira w Wielkiej Brytanii uczyniła to rzeczywistością w 1995 roku. Porzuciła swoje historyczne zaangażowanie w nacjonalizację podstawowych gałęzi przemysłu. Zakład się opłacił. Dwa lata później Partia Pracy zwyciężyła w wyborach miażdżącą większością głosów. Blair był premierem przez dekadę. Nie był w tym przełomie osamotniony.

Inni przywódcy popierali podobne podejście. W Stanach Zjednoczonych Bill Clinton był orędownikiem tego centrowego podejścia. W Niemczech kanclerz Gerhard Schröder poszedł w ich ślady. Trzecią drogę głosił także Wim Kok, premier Holandii. Przesłanie było spójne: dostosuj się lub stań się nieistotny.

Dlaczego krytycy opowiadali się za socjalizmem rynkowym

Nie wszyscy dali się przekonać. Krytycy lewicy argumentowali, że Trzecia Droga zdradziła socjalizm. Argumentowali, że sprowadza to równość do samej zdolności do konkurowania. Czy w gospodarce, w której bogaci się bogacili, a biedni pozostawali w tyle, rzeczywiście była to równość? Upierali się, że to nie jest socjalizm. To był po prostu kapitalizm z uprzejmym uśmiechem.

Ale oto punkt zwrotny. Nawet jego najostrzejsi krytycy rzadko nawoływali do powrotu do centralistycznego socjalizmu. Nie chcieli powrotu do gospodarki nakazowej w stylu sowieckim. Zamiast tego opowiadali się za zdecentralizowaną formą socjalizmu rynkowego.

Ciekawym zjawiskiem jest socjalizm rynkowy. Łączy mechanizmy wolnorynkowe z własnością publiczną. Oferty są różne, ale podstawowa struktura jest inna. Przedsiębiorstwa nadal konkurują o zyski, zupełnie jak w kapitalizmie. Są one jednak własnością lub są zarządzane przez ludzi, którzy tam pracują.

Wyobraź sobie miejsce pracy, w którym pracownicy wybierają swoich liderów. Gdzie sami kontrolują swoje warunki pracy. Gdzie ustalają ceny swoich produktów? Gdzie decydują o sposobie podziału zysków lub pokryciu strat. To jest demokracja w miejscu pracy. Rozszerza polityczne prawa wyborcze na sferę gospodarczą. Masz wpływ na codzienne decyzje, które kształtują Twój styl życia.

Umiarkowana przyszłość socjalizmu?

Jeśli socjalizm ma przyszłość, to prawdopodobnie tak będzie wyglądać. Socjalizm rynkowy nie obiecuje utopii wczesnych socjalistów. Nie proponuje „nowego wspaniałego świata”, który Marks i jego zwolennicy wyobrażali sobie jako ostatni etap historii. Jest umiarkowany. Jest realistą.

Jej celem jest promowanie współpracy i solidarności. Próbuje zastąpić konkurencyjny indywidualizm zbiorową odpowiedzialnością. Ma na celu zmniejszenie, jeśli nie wyeliminowanie, różnic klasowych, które prowadzą do wyzysku i wykluczenia. Zachowuje zatem ducha inspiracji socjalistycznej.

To nie jest tylko teoria. W Ameryce Łacińskiej i innych regionach socjaliści w dalszym ciągu wzywają do publicznej własności zasobów naturalnych i dużych gałęzi przemysłu. Pozostawiają jednak miejsce na prywatną konkurencję. Nie próbują zniszczyć wolnego rynku. Chcą to opanować.

Przesunięcie jest oczywiste. Socjaliści wydają się obecnie bardziej zainteresowani regulowaniem rynku niż jego likwidacją. To pragmatyczny zwrot. Który dostrzega siłę informacji i kapitału w świecie postindustrialnym.

Kontekst historyczny i dalsza lektura

Aby zrozumieć, gdzie jesteśmy, musimy spojrzeć na to, skąd pochodzimy. Intelektualna historia socjalizmu jest obszerna.

  • Bernard Crick, Socjalizm (1987) przedstawia krótki, choć nierówny, wnikliwy przegląd.
    Dokładniejsze badania można znaleźć w R.N. Burkey , Socjalizm (1975) lub George Lichtheim , Krótka historia socjalizmu (1970, przedruk 1983).
    Jeśli chcesz prześledzić korzenie, Alexander Gray, Tradycja socjalistyczna: od Mojżesza do Lenina (1946, przedruk 1968) doskonale nadaje się do studiowania poprzedników myśli nowoczesnej.
  • G.D.H. Cole dostarcza standardową pracę naukową w A History of Socialist Thought (5 tomów w 7, 1953–1960, przedruk w 2002 r.), obejmującą okres od końca XVIII do połowy XX wieku.
  • Warren Lerner, A History of Socialism and Communism in the Modern Era (wyd. 2, 1993) przedstawia historię upadku Związku Radzieckiego.
    Aby szybko wejść w XXI wiek, Michael Newtman , Socjalizm: bardzo krótkie wprowadzenie (2005) jest niezwykle zwięzły.
    Źródła pierwotne są dobrze zebrane w Albert Freed i Ronald Sanders (red.), Socialist Think: A Documentary History (wyd. poprawione, 1992).

Naukowcy dobrze zbadali drogę od utopijnych marzeń do afrykańskiej rzeczywistości. Zaczynasz od klasycznych dzieł. Frank E. Manuel w swojej książce „Prorocy Paryża” (1962) i Keith Taylor w „Politycznych ideach utopijnych socjalistów” (1982) położyli podwaliny. Definiują wczesne wizje przyszłości. Następnie dochodzimy do Karola Marksa. „Dzieła wybrane Karola Marksa” (1983) Evgenia Kamenka zbiera najważniejsze teksty. To solidny punkt wyjścia.

Bardziej szczegółową analizę można uzyskać u Leszka Kołakowskiego. Jego trzytomowa praca Main Currents of Marxism (1978) pozostaje złotym standardem w zrozumieniu różnorodności ruchów marksistowskich. Terence Ball i James Farr zredagowali After Marx (1984), zbiór wyrafinowanych ocen teoretycznych. Ale co z dysydentami? Peter Gay napisał „Dylemat demokratycznego socjalizmu” (1952). Analizuje rewizjonistyczne wyzwanie Eduarda Bernsteina rzucone ortodoksyjnemu marksizmowi.

“Przekształcenie teorii Marksa w komunizm sowiecki nie było nieuniknione. Była to konkretna zmiana historyczna.”

Potrzebny jest kontekst dotyczący Pierwszej Międzynarodówki. Trzytomowe dzieło Juliusa Braunthala „Historia Międzynarodówki” (1967–1980) wyznacza standardy. Jeśli chodzi o szerszą narrację, dostępne i wiarygodne źródła pozostają „Befor Finland Station” Edmunda Wilsona (1940) i „Trzej, którzy dokonali rewolucji” Bertrama D. Wolfe’a (1948). Pokazują, jak teoria przekształciła się w władzę państwową.

Anarchizm i globalne ruchy socjalistyczne

Anarchizm: historia idei i ruchów libertariańskich George’a Woodcocka (1962) łączy biografie z przeglądami. Obejmuje ruchy anarchistyczne w kilku krajach. To nie jest tylko teoria. To jest działanie.

Do tego dochodzi kontekst pozaeuropejski. Afrykański socjalizm ma swoją własną, unikalną linię rozwoju. William Friedland i Carl G. Rosberg Jr. zredagowali zbiór African Socialism (1964). Gromadzi analizy naukowe i klasyczne wypowiedzi przywódców afrykańskich. Sami A. Hanna i George H. Gardner zredagowali „Arab Socialism: A Documentary Survey” (1969). Jest to użyteczny zbiór źródeł pierwotnych.

Gdzie pasuje Ameryka Łacińska? Richard L. Harris napisał książkę „Marksizm, socjalizm i demokracja w Ameryce Łacińskiej” (1992). Omawia unikalne połączenie ideologii i rzeczywistości politycznej w regionie. Nacisk kładziony jest nie tylko na ideologię. Chodzi o to, jak te idee funkcjonowały w różnych warunkach geopolitycznych.

Socjalizm rynkowy i krajobraz postkomunistyczny

Upadek komunizmu nie zabił socjalizmu. To go zmieniło. Michael Harrington w książce Socialism: Past and Future (1989) argumentuje za jego dalszym znaczeniem. Pytanie brzmiało: jak przetrwać bez autorytaryzmu?

Uczeni tacy jak Robert A. Dahl i Carol K. Gould starali się powiązać socjalizm z demokracją. Przedmowa Dahla do demokracji ekonomicznej (1985) i Rethinking Democracy Goulda (1988) to teksty kluczowe. Opowiadają się za socjalizmem rynkowym. To nie jest czyste centralne planowanie. Jest to udział mechanizmów rynkowych w systemie socjalistycznym.

David Miller w książce Rynek, państwo i społeczność (1989) podąża tą samą ścieżką. Alec Nov powrócił do Ekonomii możliwego do zrealizowania socjalizmu (wyd. 2, 1991). John E. Roemer zaproponował „Przyszłość socjalizmu” (1994). Autorzy ci badają wykonalność ekonomiczną. Zastanawiają się, co sprawdza się w praktyce.

Czy socjalizm rynkowy jest w ogóle możliwy? Christopher Pearson w książce Socialism After Communism (1995) udziela odpowiedzi przeczącej. Dochodzi do wniosku, że argumenty przeciwko socjalizmowi rynkowemu są silniejsze niż argumenty za nim. Debata pozostaje nierozwiązana.

J. A. Cohena Jeśli jesteś egalitarystą, dlaczego jesteś taki bogaty? (2000) dodaje wymiar osobisty. Łączy autobiografię z analizą etyki marksistowskiej. Kwestionuje moralną spójność egalitarystów. Praca ta rodzi pytania dotyczące kompromisów między zasadami a osobistymi korzyściami.

Dziedzina nadal się rozwija. Stare binarne opozycje planu i rynku nie wystarczą. Nowe prace skupiają się na współpracy, wolności i strukturze ekonomicznej. Nie dają łatwych odpowiedzi. Oferują ramy myślenia o władzy i dystrybucji w świecie postkomunistycznym.