Zacząłem wapować na początku tego roku. Nie są to płyny medyczne ani takie, które podlegają ścisłej kontroli. Kupiłem urządzenia smakowe z chińskiej tzw. „Vape Valley”. Były tanie, pachniały cukierkami i prawdopodobnie zakazano ich sprzedaży.
Faktem jest, że aromatyzowane waporyzatory nikotynowe są formalnie zakazane w Stanach Zjednoczonych. Jednak sklepy ogólnospożywcze i kioski tytoniowe zarabiają miliardy dolarów rocznie na swojej sprzedaży. Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) próbuje powstrzymać ten napływ, a organy ścigania regularnie dokonują konfiskat. Ale produkt jest nadal w sprzedaży.
Teraz sytuacja się pogarsza.
Chińscy producenci znaleźli nową lukę prawną. Jestem przebiegły. Przestali używać syntetycznej nikotyny. W 2022 r. Kongres zamknął te drzwi, rozszerzając regulacje na nikotynę niepochodzącą z tytoniu. Dlatego firmy poszły ciemniejszą ścieżką: przerzuciły się na analogi nikotyny.
Czym są analogi nikotyny i dlaczego są niebezpieczne?
Analogi nikotyny są chemicznymi „krewnymi” nikotyny. Naśladują jego działanie i działają na te same receptory. Jednak ich struktura jest na tyle inna, że pozwala na obejście federalnych przepisów tytoniowych.
Ponieważ prawo wąsko definiuje, czym jest „nikotyna”, analogi te nie wymagają wcześniejszej oceny naukowej przez FDA na rynku. Bez czeku. Brak nadzoru. Tylko półki zapełnione jednorazowymi waporyzatorami.
„To jak zabawa w walnięcie w kreta” – mówi Robert Jackler, emerytowany profesor Uniwersytetu Stanforda. „Te firmy zrobią wszystko, co w ich mocy, aby ominąć przepisy”.
Jeden z analogów, 6-metylonikotyna, stał się powszechny. Badania na zwierzętach sugerują, że może być silniejsza silniejsza niż zwykła nikotyna. Bardziej uzależniający. Nie wiadomo jeszcze dokładnie, jaki wpływ ma to na ludzi. Dane są ograniczone, a ryzyko duże.
To staje się jeszcze bardziej niepokojące.
Badanie przeprowadzone w 2024 r. wykazało, że niektóre z tych waporyzatorów zawierały anonimowe składniki: sztuczne słodziki i środki chłodzące, których wdychanie wiąże się z nieznanym ryzykiem. Etykietowanie kłamstw.
„To, co jest na etykiecie, ma niewiele wspólnego z tym, co jest w środku” – mówi Jackler.
Dlaczego duża firma tytoniowa przegapiała to przez dziesięciolecia?
Oto ironia. Największe firmy tytoniowe badają te związki chemiczne od dziesięcioleci. Wewnętrzne dokumenty z 2005 roku wykazały, że giganci tytoniowi już w latach 70. XX wieku prowadzili badania nad związkami nikotynopodobnymi. Wiedzieli, że mogą ich użyć, aby ominąć przepisy.
Ale amerykańskie firmy nigdy nie wprowadziły ich na rynek. Pozostali przy tradycyjnej nikotynie.
Zamiast tego chińscy producenci przejęli pałeczkę. Są, jak nazywa ich Rich Marianos z Tobacco Law Enforcement Network, „niezwykle kreatywni” i „niezwykle inteligentni”.
Zalewają rynek nielegalnymi produktami skierowanymi do dzieci. Sprzedają podrabianą nikotynę. Sprzedają niebezpieczne chemikalia.
Senator Tim Shea (Montana) podkreślił tę kwestię w oświadczeniu dla WIRED. Powiedział, że administracja Trumpa uznała za priorytet rozprawienie się z nieuregulowanymi chińskimi towarami.
„Chińczycy zalali amerykański rynek nielegalnymi produktami do waporyzacji… Te fałszywe produkty nikotynowe wydają się być nowym schematem mającym na celu oszukanie amerykańskich konsumentów”.
Ale Jackler widzi inną rzeczywistość na ziemi.
Zauważa, że administracja skutecznie rozwiązała biuro CDC odpowiedzialne za przeciwdziałanie paleniu. Rozmiar Centrum ds. Wyrobów Tytoniowych FDA został znacznie zmniejszony. W federalnej sieci regulacyjnej pojawiły się dziury.
Zatem praca spada na barki państw.
Które stany regulują analogi nikotyny?
Tylko nieliczni próbują to zrobić.
Jackler wymienia cztery stany, które rozszerzyły definicję wyrobów tytoniowych o substancje chemiczne podobne do nikotyny:
– Kalifornia
– Nebraska
– Indiana
– Tennessee
To wszystko. Nie ma kompleksowego prawa federalnego, które traktuje te substancje tak samo jak nikotynę pochodzącą z tytoniu lub nikotynę syntetyczną. Reszta kraju czeka.
Tymczasem vape’ów wciąż przybywa.
Są potężni. Nie są testowane. Są wszędzie.
I nikt tak naprawdę nie wie, co się stanie, jeśli wdycha się je przez trzy lata. Albo dziesięć.
Etykiety nie pomagają. Kontrolerzy są zmęczeni. Następny zapach najprawdopodobniej jest już w drodze.






















